nieszczęście

-Co może być gorszego od złamanego serca?

A miałaś kiedyś tak, że nagle jedna słuchawka zaczyna przerywać i nawet poruszanie kabelkiem nie pomaga?

No więc właśnie takie dziś nieszczęście mnie spotkało. Gorzej jest tylko wtedy, gdy to się stanie na początku 4-godzinnej podróży pociągiem i nie masz ze sobą zapasowych słuchawek.

Dlatego ja zawsze jak wyjeżdżam poza granice miasta, mam ze sobą zapas. Dzisiaj akurat byłam na pobraniu krwi i jak mi już pani pielęgniarka rękę zakleiła, to poprosiłam o dodatkowy kawałek plastra, żebym sobie mogła kabelek zakleić. Była trochę zdziwiona, ale dała. Jakoś dojechałam do domu, tylko musiałam uważać, żeby kabelka nie trącać. Aktualnie na stanie mam 3 komplety zapasowych słuchawek. To efekt tego, że kiedyś mi się rozwaliły i przez tydzień nie mogłam nigdzie dostać takich jak potrzebuję (takie mam dziwne uszy, że standardowe douszne słuchawki sprawiają mi ból). No i tego, że nigdy nie pamiętam czy mam zapasowe, więc jak znajdę w sklepie w przyzwoitej cenie, to biorę, bo przecież się nie zmarnują. Albo jak w ogóle znajdę, bo takie jak lubię nie wszędzie są.

lecę w piżamie

Skłamałabym, jakbym powiedziała, że nigdy w piżamie nie wyszłam z domu. Zdarzyło mi się iść do sklepu. Zazwyczaj dla przyzwoitości zakładałam jakąś bluzę.

Na dzisiaj mam zaplanowane malowanie futryn. Powoli zbierałam się, żeby zwlec się z wyra, gdy nagle mnie olśniło, że nie mam czym ich pomalować. Farbę mam już od dwóch miesięcy, pędzla nie mam w domu. Nie kupowałam żadnego, bo ogólnie to pędzli i wałków malarskich mam więcej niż potrzebuję. Mamy z bratem przechodni zestaw malarski. A to ja coś maluję, a to on, i tak zestaw wędruje. W międzyczasie strasznie się rozrósł. Akurat ostatnio malował brat. Piszę więc czym prędzej czy jest w domu i czy ma zestaw w piwnicy. Okazało się, że był w domu, ale właśnie wrócił z nocnej zmiany i kładzie się spać. Aaaaaa! Czekaj, umyję zęby, żeby mi z paszczy nie klepało i lecę! No i poleciałam w piżamie. Wyciągnęłam jeszcze dresy na dupę i założyłam bluzę, no bo kurde jednak zimno. W sumie to nawet nie było widać, że w piżamie jestem. Na szczęście mieszkamy blisko, więc nie musiał długo czekać. Trochę się ze mnie śmiał, ale nie był jakoś szczególnie zaskoczony. Znamy się nie od dziś ;) Poza tym, chyba lepiej żebym wyskoczyła w piżamie, niż jakby miał czekać, aż się umyję. Niby tylko 10 minut różnicy, ale po nocnej zmianie, to aż 10 minut. Z drugiej strony, mi by się nie chciało czekać aż się wyśpi, bo do pędzli dostałabym się dopiero popołudniu. A tak temat szybko załatwiony, więc jak się w końcu ogarnę, to mogę się brać za malowanie.

nowoczesność w domu i zagrodzie

Nigdy nie ukrywałam, że jestem chujową panią domu. Byłam tego świadoma od zawsze, a co na ten temat sądzą inni, to nie mój problem. Jako chpd zawsze miałam rozstawioną suszarkę pokojową. Wiecznie. Nigdy nie przekładałam suchuch rzeczy do szafy, tylko zdejmowałem bezpośrednio z suszarki i zakładałam. Suszarka była składana tylko jak mamma zapowiedziała się z wizytą, czyli jakieś 2 razy w roku.

No ale bycie chpd nie znaczy, że nie można sobie życia ułatwiać i podnosić standardu tego życia. Przy projektowaniu nowej łazienki zabrakło miejsca na suszarkę podsufitową. Zamieniłam wannę na kabinę prysznicową, przesunęłam umywalkę na inną ścianę i tak jakoś wyszło, że nie było już gdzie wpasować tych sznurków. Oh noł! I gdzie ja teraz będę wieszać pościel? No przecież nie na tej małej suszarce pokojowej, która i tak jest cały czas zajęta. I to był decydujący argument do zakupu suszarki. W sensie tego pudła wielkiego jak pralka. A nawet trochę większego.

O suszarce myślałam już od dłuższego czasu, a dokładniej to od powrotu z Japonii, gdzie miałam okazję korzystać. W hostelach były oczywiście bardzo proste wersje typu wrzuć monetę i naciśnij start, ale kurde, robiły swoją robotę. Byłam zakochana. Jak szaleć, to szaleć. Nabyłam drogą kupna nową pralkę i suszarkę.

Jak przywieźli mi te sprzęty i wstawili do tej nowiutkiej łazienki, to jak tam weszłam, to tylko jeden komentarz przyszedł mi do głowy: Marian, tu jest jakby luksusowo. Ja wiem, że automatyka wagowa w pralce to żadna nowość na rynku, ale moja poprzednia pralka miała ponad 10 lat i ze względu na inny układ łazienki była z tych wąskich, a poprzednia pamiętała wcześniejsze stulecie. Automatyka wagowa to dla mnie nowość. W dodatku suszarka ma czujnik wilgoci i odpowiednio skraca czas suszenia. No bajka! Całkowicie ignoruję fakt, że na większości ubrań jest oznaczenie, że nie należy ich suszyć w suszarce bębnowej. Przecież nie po to ją kupiłam, żeby w niej nie suszyć. Póki co tylko jedna rzecz mi się skurczyła, ale nie na tyle, żeby nie można było jej nosić ;) Jak coś wygląda na potencjalnie kurczliwe, to wrzucam na program “delikatne” i ryzykuję. To co mnie najbardziej zaskoczyło, to ilość kłaczków jakie się zbierają po każdym suszeniu. Jest tam taki specjalny zbiornik na kłaczki i w instrukcji było napisane*, że należy go opróżnić po każdym cyklu. Myślę sobie, ileż tych kłaczków może się nazbierać, żeby taki wielki pojemnik za każdym razem czyścić. Odpowiedź brzmi: dużo. Z bawełnianych ciuchów bardzo dużo, ze sportowych mniej.

Nawet się nie spodziewałam, jaka będę zadowolona ze swojej decyzji. Melodyjki w obu sprzętach trochę mnie wkurwiają, ale nie wyłączam, bo już ja siebie dobrze znam. Jak wyłączę, to na pewno się nie zorientuję, że cykl się skończy i najpierw pranie będzie leżało 3 godziny w pralce, a potem 3 godziny w suszarce, a z suszarki trzeba wyjąć jak najszybciej, żeby się nie pogniotło. A ja przecież ubrań nie prasuję, więc nie ma co im zagnieceń dokładać. Tak w ogóle, to całkiem niepogniecione wyjmuję. Wyrobiłam sobie nawyk, że jak słyszę tę durną melodyjkę, to przerywam cokolwiek robię i idę rozładować sprzęt.

Bonus, którego się nie spodziewałam, to mięciutkie ręczniki po suszeniu. Natomiast to, na co muszę zawsze zwracać uwagę, to wszelkie sznurki przy ubraniach, które mogą się zaczepić o ten koszyczek na kłaczki i urwać. Jeden mi się urwał. Chuj ze sznurkiem, gorzej jakby mi suszarkę uszkodziło. Od tamtej pory wszystkie sznurki mocno wiążę i chowam jak jest możliwość. No i zawsze odczuwam niepokój jak słyszę suwaki obijające się o bęben, ale na to już nic nie poradzę.

Suszarkę pokojową oddałam bratu. Teraz jestem panią domu chujową, ale nowoczesną ;)

*Ja z tych, co zawsze czytają wszystkie instrukcje.

pani pożyczy

Pracuję sobie spokojnie i słyszę ciche pukanie do drzwi. Oho, sąsiadka. Ona tak cicho puka, jakby nieśmiało. Otworzyłam, bo jeszcze otwieram, ale niedługo to się może zmienić.

Czy mogłabym pożyczyć jej 50 zł do końca miesiąca. Że co? Kobieto, 10-go jeszcze nie ma, a ty chcesz pożyczyć 50 zeta DO KOŃCA MIESIĄCA? Nie, nie mogłabym, nie mam gotówki w domu. Mam nadzieję, że nie zacznie przychodzić po kasę.

okna

Tak mnie coś naszło, żeby okna umyć. Nienawidzę. Znaczy nie naszło mnie przypadkiem, planuję panów specjalistów do wyregulowania zaprosić, to dobrze jakby się aż tak bardzo nie pobrudzili. A mieliby się o co pobrudzić, bo dawno nie myłam. W tym roku na pewno nie, a w zeszłym nie pamiętam, ale moskitiery nowe wieszałam, to możliwe że umyłam. Ale możliwe, że nie wszystkie i niezbyt dokładnie ;)

No ale naszło mnie koło 16 i naprawdę się przyłożyłam, więc tylko jedno umyłam. Takie podwójne w sensie, dwa skrzydła. Z oknami to jak z cyckami kurczaka. Prosisz w sklepie jedną pierś i nie wiadomo czy jedną pojedynczą czy jedną podwójną. Wracając do okien, jutro może skończę, a może nie, bo może zabraknąć mi zapału. To najwyżej w niedzielę skończę, nie spieszy mi się.

zboczeniec

Trwa właśnie ta pora roku, podczas której od kilku lat walczę z bezwarunkowym odruchem schylania się po kasztany. Kiedyś znosiłam tego ze 3 kg do domu. Co to potem z tymi kasztanami robić? Mamma mówiła, żeby do łóżka wsadzić, że niby dobre na romantyzm. No nie jestem przekonana.

Walka z odruchem jest skuteczna, ale po kilka sztuk się w tym roku schyliłam, bo świeże kasztany są takie miłe w dotyku. Tak ze 2 dni, potem już nie. Szczególnie lubię bliźniaki, bo mają taką płaską część, którą się tak przyjemnie mizia. Dodatkowe doznanie podczas spaceru.

Tak, jestem zboczeńcem, który mizia kasztany. Uspokaja mnie to. Metki też miziam, ale nie że wszystkie. Tylko takie śliskie, przyjemnie w dotyku 😂

ciotka

W tym roku wyjątkowo dużo czasu spędziłam z cudzymi dziećmi. W mojej rodzinie nie ma dzieci, najstarsze ma 33 lata, więc ten, no, kontakt znikomy. W wakacje podjęłam wyzwanie i pojechałam nad morze z kumpelą i jej dwójką latorośli w wieku 6 i 8 lat.

Pobyt nad morzem z dwójką dzieci to wyzwanie mentalne dla rodziców i dodatkowe wyzwanie dla ich portfela. Tam wszystko jest ustawione pod wyciąganie kasy na dzieciach. Oczy im tak latały, że myślałam, że zeza dostaną. One chcą WSZYSTKO! Zabawki, jedzenie i oczywiście dmuchańce! Na szczęście to matka była od zarządzaniem płatnymi atrakcjami. Czasami się tylko włączałam, tłumacząc, że w Bałtyku nie ma orek, więc to kiepska pamiątka znad morza. Ja byłam od wchodzenia do zimnego morza i kopania dołów. Byłam też od przekazywania wiedzy. Dzieci dowiedziały się co to pięciobój, kim jest fechmistrz (aleja gwiazd sportu została w całości przeczytana), co to franczyza (to już na pizzy) oraz żeby strzelać w kolana, to wtedy będzie mniejszy wyrok (zabawy na plaży).

Wymyśliłam też jak nie zbankrutować. Rozkręć jakąś aferę (to akurat żadne wyzwanie), wmów dzieciom, że to ich wina i powiedz, że za karę nie mogą iść na dmuchańce. Kumpela nie chciała skorzystać, dmuchańce się odbyły ;)

Generalnie im więcej czasu spędzam z cudzymi dziećmi, tym bardziej nie chcę mieć swoich, ale czasami lubię słuchać jakie głupoty wygadują. Nieustannie jestem też pod wrażeniem jak pewne rzeczy postrzegają i jak potrafią przywalić jakimś tekstem. Późnym popołudniem zazwyczaj siedziałyśmy na plaży, żeby dzieci przed snem wybiegać. Jak że to polska plaża, pizgało złem. Zagaduję więc dzieci, czy już idziemy, na co młodszy pyta “a browarek skończony?”. Skończony, możesz wyrzucić puszkę i się zbieramy 😂 To ten sam, który ostatnio doniósł matce, że jebnęłam 3 browary. Jestem ciotka browarowa.

W ramach pamiątki po wakacjach, Spotify ciągle w podpowiedziach wrzuca mi bajki. Trzeba było czymś ich zająć przez kilka godzin w samochodzie, bo mi przychodziły do głowy coraz głupsze odpowiedzi na ich pytania. Kulturalnie spytałam matki, czy są jakieś preferencje, ale jako że odpowiedź brzmiała cokolwiek, to szukałam jak najdziwniejszych tytułów typu “O krokodylu, który chciał zostać sernikiem”.

Tydzień nad morzem nie był jedynym kontaktem z dziećmi w tym roku. Był jeszcze weekend z dziećmi, podczas którego atrakcją był park linowy. Nie planowałam aktywnego uczestnictwa, raczej patrzyłam z dołu jak 9-latek pokonuje kolejne przeszkody i nagle słyszę z góry “Anoia chodź, dasz radę, jest fajnie! Tata dajesz!”. No więc popatrzyliśmy na siebie z tym wywołanym ojcem i w sumie to może byśmy chcieli, ale trochę się wahamy. Zobaczę jak sobie będzie radził do końca i wtedy zdecyduję. Kumpel przyjął strategię “pójdę, jak ty pójdziesz”. No i wszystko było ok, aż do ostatniej przeszkody na której wiedziałam, że nie dam rady, ze względu na wypadające kolano. Po 8 latach z zerwanym więzadłem naprawdę wiem co mogę, a czego nie. I już miałam zrezygnować, ale kumpel zadeklarował, że pójdzie pierwszy, a na ostatniej przeszkodzie po prostu przejadę na linie, a on mi pomoże wciągnąć się na platformę. No to poszliśmy. Ja pierdolę, jaki to jest wysiłek fizyczny! Idź pan w chuj, jak ja się zmęczyłam! Już samo wejście po chybotliwej drabince na pierwszą platformę było mega wyzwaniem. Nogi mi się trzęsły jeszcze zanim zaczęłam właściwą trasę 😂 No ale dali my radę! Jeszcze nie takie stare z nas dziady. Ostatecznie skończyłam z wielkim siniakiem i obtarciem na wewnętrznej części ramienia i kilkoma niewielkimi siniakami na nogach. Ja tam o życie walczyłam…

Update sąsiedzki: Karyna była po 2 jajka. Nawet nie musiałam się zastanawiać czy chcę jej te jajka dać, bo nie miałam. Jajka są u mnie w domu jakieś 4 razy w roku i to akurat nie był ten dzień.

nowi sąsiedzi

Przez bardzo długo miałam za sąsiadów starą babkę i starego trochę narkomana. Znaczy on był już bardziej stary niż narkoman, ale duch imprezowy jeszcze się w nim tlił. Stara babka regularnie wzywała policję do starego narkomana, a okazjonalnie również do mnie. Ewentualnie budziła mnie w środku nocy twierdząc, że jest u mnie impreza. Nastąpiły zmiany.

Teraz za sąsiadów mam dwie młode pary z dziećmi. Jedni wprowadzili się ponad rok temu i od tego czasu ją widziałam 2 razy, a jego częściej, ale i tak nie poznawałam. Jej nadal nie poznaję, a jego już tak, od czasu jak wsiedliśmy razem do windy, a że był z wózkiem, to spytałam na które piętro, żeby wcisnąć guzik. Zaskoczony odpowiedział, że na to samo. Ja byłam tak samo zaskoczona ;)

Druga para wprowadziła się trochę ponad miesiąc temu. Wydaje mi się, że jak byłam tydzień na urlopie, bo nie słyszałam jak się wprowadzali. Jego w ogóle nie kojarzę, a ją spotkałam na klatce jak w całym bloku prąd wywaliło. Szukała korków w skrzynce z kablówką. I nagle za nią wybiegły dwa dzieciaczki, tak na oko ze 2 lata miały. Aha, czyli jest ich tam trójka, bo przez ścianę słyszałam czasami jeszcze bobasa. Nie pytałam, ale sąsiadka udzieliła mi informacji, że jedno jest partnera z poprzedniego związku i bywa tylko czasami. Bobas ma 2 miesiące. Rozmowa z nią była chyba poważnym błędem. Jeszcze tego samego dnia przyszła spytać czy mam pożyczyć papierosa. Dziewczyno, nie znamy się! Rozmawiałyśmy przez 2 minuty, nie zostałyśmy psiapsi przez ten czas. Ja się nie koleguję z sąsiadami, których mijam na klatce od 10 lat, a ty po 2 minutach rozmowy czujesz się już tak zakolegowana, że przyłazisz po fajki? Nie, nie mam papierosa, nie palę.

Niestety zorientowała się, że pracuję z domu i kilka dni później przyleciała po termometr, bo mały ma chyba gorączkę. Pierwsze co pomyślałam, to że dziewczyna ma dwójkę małych dzieci i nie ma termometru. A potem pomyślałam, że podczas przeprowadzki mogli zgubić albo coś. Oczywiście pożyczyłam. Najlepsze jest to, że jak przyszła mi go oddać to oznajmiła, że dziecko ma 39 stopni i ona nie wie co ona ma robić. Ale to co, ja mam ci powiedzieć co masz robić jak twoje dziecko ma wysoką gorączkę? Do lekarza zadzwoń albo na pogotowie. Daj mu jakieś leki na zbicie gorączki. No okazało się, że lekarstw żadnych nie ma. Jako że to nie wina dziecka, że matkę ma średnio rozgarniętą, zaproponowałam, że mogę pójść do apteki po leki, bo rozumiem, że z dwójką dzieci, w tym z jednym z wysoką gorączką, z domu nie wyjdzie. Pieniędzy w domu nie ma, a chłop w pracy. No kurwa, co to za ludzie są. Na szczęście Karyna oznajmiła, że brat już jedzie, to jej leki kupi. Całe szczęście, bo nie uśmiechało mi się być sponsorem dla nowych sąsiadów.

Niech ona już do mnie nie przychodzi. To, że jestem miła, nie znaczy, że lubię ludzi i chce się z nimi zadawać.

z dziećmi to tak zawsze…

Spotkałam znajomego z dziećmi. Te konkretne dzieci nie są mi obce, bo byłam z nimi na wakacjach, ale to na inny wpis. Pogadaliśmy z 10 minut na różne tematy i się rozeszliśmy. Dzieci dotarły do domu i pisze do mnie ich matka, że syn jej doniósł, że jebnęłam wczoraj 3 browary. No żesz z dziećmi to tak zawsze. Rozmawialiśmy o tylu różnych sprawach, a o browarach były dosłownie 2 zdania, a ten mały dziad tylko to zapamiętał 😂 Na szczęście jego siostra pamiętała, żeby matkę pozdrowić ;)

fafik

Idę sobie, a tu nagle jakiś Fafik z odległości około 20 metrów radośnie rozpędza się w moim kierunku. Taki nieduży Fafik, klasyczny kundelek typu wycieraczka. I leci na mnie taki radosny, dobiega i staje na tylnych łapkach opierając się o moją nogę. I cały czas merda ogonem jak szalony. Co prawda się nie znamy, ale miziam Fafika, no bo c’mon, już dawno nikt się tak nie cieszył na mój widok ;)

Nawet właścicielka była zaskoczona, co on taki uradowany. Przeprosiła, że łapki brudne, mówię jej dooobra, upierze się, szczęście najważniejsze :)

Taki miałam miły początek dnia, a wyjściowy dres wcale nie został ubrudzony.