tuńczyk

Taka ciekawostka z zakupów online. Poszukiwałam tuńczyka w oleju i najpierw otrzymałam komunikat, że wyświetlanie alkoholu możliwe jest tylko po zalogowaniu i że alkohol szkodzi zdrowiu, a potem jako pierwszy produkt pojawił się „w sieci”.

Czy tuńczyk to jakiś kryptonim, a ja po prostu nie jestem na czasie? Teraz nie wiem czy kupując tuńczyka w oleju nie stanę się członkiem jakiegoś tajnego ruchu podziemnego.

tuńczyk

Reklamy

termin ważności

Dostałam jakiegoś uczulenia, a że akurat byłam na wizycie u rodziców mamma udała się do domowej apteczki w poszukiwaniu hydrokortyzonu. Dodała przy tym, że pewnie jest trochę przeterminowany, ale przecież mi nie zaszkodzi. No rzeczywiście był trochę przeterminowany – luty 2012. Bardzo chciała mi go dać, ale jak tylko zobaczyłam opakowanie zaświtało mi, że ja też mam w domu. Nie skorzystałam z oferty.
Okazało się, że rzeczywiście mam w domu tubkę i to dużo mniej przeterminowaną – luty 2016. Też na pewno mi nie zaszkodzi ;) Wapno za to mam nieprzeterminowane, bo nabyłam jak jechałam na któreś wakacje i jeszcze trochę mi zostało.

W ogóle to chyba muszę zrobić porządek w apteczce, bo poprzedni przegląd robiłam ze 2 lata temu. Te tubki z maściami i kremami robią za duże, nigdy nie zdarzyło mi się zużyć żadnej do końca zanim skończył się termin ważności.

mięśnie

Często po mocnym treningu można usłyszeć „jutro będę / będziesz mieć zakwasy”.
Otóż nie. Moje wieloletnie doświadczenie wyraźnie pokazuje, że prawdziwe zakwasy są dwa dni po. W dodatku jeśli trening zawierał w sobie ćwiczenia na te partie mięśni nóg, których zazwyczaj się nie ćwiczy, na bank wystąpią problemy z siadaniem, szczególnie mocno odczuwalne podczas wizyt w łazience. Wczoraj chyba pierwszy raz naprawdę mocno czułam mięśnie dwugłowe w udźcach. Taki ból ma też aspekt edukacyjny – teraz dokładnie wiem, gdzie te mięśnie się znajdują :)

milczący strajk

Kolega w robocie podesłał mi dzisiaj dowcip. Stwierdził, że od razu mu się ze mną skojarzył.

– Pamiętaj, powinnaś być szczera i miła.
– Ale jednocześnie???

Ostatnio jestem bardziej szczera. Chociaż tak zupełnie ostatnio, to przeprowadzam milczący strajk w robocie. W wyniku zbiegu różnych okoliczności (w tym silnego PMS i tego że byłam szczera) dostałam zakaz przeklinania od p.o. przełożonego. Człowiek ten jest p.o. tak jakby nieformalnie i na dodatek sam przeklina, więc zakaz jest zupełnie z dupy, ale wyszło mi, że nie będę się z gościem boksować. Zwłaszcza po tym, jak na moje stwierdzenie, że do tej pory mu jakoś nie przeszkadzało jak przeklinałam, odpowiedział, że „do tej pory nie był p.o.„. Tym krótkim zdaniem sięgnął dna, a potem zarył 5 metrów w muł dodając, że w tym zespole tylko on może przeklinać.

Przeklinam głównie jak mam do czynienia z jakimś idiotyzmem, czyli w stanie wysokich emocji. Skoro mam się powstrzymać od przeklinania, powinnam się powstrzymać od emocji. Przyjęłam więc postawę, że mam wyjebane. Efekt jest taki, że po prostu zamknęłam ryj i na większość pytań odpowiadam kilkoma słowami, które wyczerpują temat. Żadnych komentarzy. Wszystko oczywiście do poziomu zadbania o swoje obowiązki, bo cokolwiek myślę o ludziach z którymi pracuję, robotę traktuję poważnie i nie pozwolę sobie na zaniedbania.
Zaczepki niesłużbowe ignoruję zupełnie. Pan p.o. ma taki zwyczaj że gada niby coś do siebie, ale raczej głośno i czeka na reakcję. Z mojej strony ostatnio nie ma żadnej reakcji.

Tak dla pełniejszego obrazu: nie to że przeklinam nie zważając na otoczenie, albo że sam fakt zwrócenia mi uwagi wywołuje u mnie „opór”. Jeszcze rok temu pracowałam z dziewczyną, która bardzo nie lubiła przeklinania i przy pierwszej mojej wiązance spokojnie mnie o tym poinformowała, więc ją przeprosiłam (no bo jak by nie patrzeć, trochę głupio mi się zrobiło) i przy niej naprawdę nie przeklinałam, a przynajmniej bardzo się ograniczałam. „Opór” wzbudza we mnie użyta przez p.o. argumentacja. Jak na mój gust, przykład powinien iść z góry. No ale jak ktoś siedzi tak głęboko zakopany w mule, to o jakiej „górze” tu może być mowa?

dlaczego?

Dlaczego ja co rano muszę tak walczyć żeby wstać? No dlaczego? No przecież był czas przywyknąć. Tyle lat. Mimo to, prawie codziennie prowadzę wewnętrzną walkę. Zamykam oczy na 3 minuty do następnego budzika i otwieram je po 40 minutach.

Przynajmniej już dawno przestałam się oszukiwać, że umyję głowę rano. Nie umyję, bo nie wstanę odpowiednio wcześnie żeby się wyrobić. Myję wieczorem. Żarcie też wieczorem szykuję, mimo że ryż mogłabym rano ugotować. Mogłabym, jakbym nie musiała walczyć sama ze sobą o zwleczenie dupy z wyra.

karambola

Odrabiam pracę domową/uczę się do testu i niestety co jakiś czas potrzebuję przerwy. Czas przerw jest chyba dłuższy niż czas nauki, ale ignoruję ten fakt.
W ramach aktualnej przerwy, zamiast przeglądać głupie części intertentów, nauczyłam się robić karambolę. Ta daaaam!
Tutaj jest dobra instrukcja.

karambola

Origami nie przez przypadek. Nasza japońska nauczycielka w ramach urozmaicenia zajęć i ćwiczenia konstrukcji „dokładnie tak jak…, zgodnie z…”, czyli w tym przypadku zegnij tak jak pokazałam, robiła z nami shurikeny i była rozczarowana, że nikt nie zrobił różowych ;) Jednego shurikena przywiozłam z Himeji, gdzie miła pani sprzedawczyni dołożyła mi go do kupionych magnesów. Ma na sobie pieczątkę z maskotką miasta – Shiromaru Hime.

shuriken

W ramach ciekawostki, origami to złożenie czasownika 折る (oru) – łamać, zginać, składać i rzeczownika 紙 (kami) – papier, który po udźwięcznieniu ma formę gami.

104%

Robiłam zestawienie i po 2 godzinach mielenia danych w różnych konfiguracjach jeden ze wskaźników wyszedł 104%. Wiem, że robienie 120% normy to żadna nowość w niektórych firmach, ale akurat ta wartość powyżej 100% nie powinna wychodzić.
No i zabawa w poszukiwanie przyczyny, czyli sprawdzanie wszystkich danych wsadowych parametr po parametrze. No i znalazłam! Jedne wartości były podawane tylko z PLN, a drugie w PLN i innych walutach, więc ich wartość w PLN była zaniżona. Szkoda, że nie wpadłam na to wczoraj.
Jutro czeka mnie przerabianie wszystkich tabelek i power pointa. Yeeey!

marność

Są takie dni, że człowiek po prostu wygląda marnie. Tak ogólnie. Jakby go coś przeżuło i wypluło. Taka wizja grypy i depresji jednocześnie. Dziś był ten dzień.
Koleżanka trzy razy rano pytała czy na pewno wszystko w porządku. Aż spytałam czy aż tak źle wyglądam. Okazało się, że jednak aż tak źle.
No co poradzisz? Nic nie poradzisz. Czułam się raczej normalnie, tylko jakoś tak nie wyglądałam. Niestety na okoliczność marnej aparycji nie przysługuje dodatkowy, płatny dzień wolny.

żarcie

Odwiedziłam Muzeum Wojska Polskiego, bo dzisiaj jest tam III Polsko-Japoński Dzień Broni Białej. Nie jestem jakąś specjalną fanką białej broni, ale w programie o 10.25 wypatrzyłam Kyudo – japońskie łucznictwo. Tak się złożyło że muzeum było na mojej trasie w okolicy godziny 10, więc wplotłam wizytę w plan dnia. No w zasadzie to miałam nadzieję, że będzie tam też japońskie żarcie, bo pragnęłam się czegoś japońskiego nażreć, a pod programem było napisane, że będą stoiska gastronomiczne.

Konkretnie to było jedno stoisko gastronomiczne z pieczoną kiełbasą i kajzerką. Pewnie była też grochówka, ale nie sprawdzałam. Zawiodłam się.

Pokaz o kyudo był niestety czysto teoretyczny, ale plus dla pana prowadzącego, który w przeciwieństwie do poprzedników złapał kontakt z publicznością i nauczył wszystkich ładnie się kłaniać :) Strzelnica miała być rozstawiona dopiero koło 12, ale nie mogłam tyle zostać.

Tego żarcia tak mi szkoda.

gold

– Kiwi gold
– …
– Kiwi gold, Maciek
– …
– Jak wygląda kiwi gold?
– …

Tak oto pani w Lidlu gadała do słuchaweczki zainstalowanej ostatnio na kasjerach, w celu, jak się domyślam, komunikacji. Komunikacja niestety się nie powiodła i pani nie dowiedziała się jak wygląda kiwi gold, przez co poranna kolejka ludzi spieszących się do pracy rosła, tak samo jak rosło ich zniecierpliwienie.

A wszystko to dlatego, że przyuważyłam jak mi pani nabija dwa kiwi po 2 zeta sztuka, podczas gdy ja kupowałam te po 1,20 zł. Pani nie uwierzyła mi na słowo, że to są te tańsze i z uporem maniaka powtarzała do słuchawki „kiwi gold”. Nie mam pojęcia, co oczekiwała usłyszeć.
Każdemu może się zdarzyć czegoś nie wiedzieć, zwłaszcza przy takiej ilości artykułów bez kodów kreskowych*, dlatego powstrzymałam się od komentarza, że zasadniczo wyglądają bardzo podobnie, tylko na naklejce napisane jest gold. I tak by mi pewnie nie uwierzyła. Nie ukrywam jednak, że sama byłam jedną z tych spieszących się do pracy osób i też zaczęłam się niecierpliwić. Widząc, że sytuacja ewidentnie panią przerosła, poszłam i przyniosłam jej to kiwi gold, olewając nienawistne spojrzenia ludzi w całkiem długiej już kolejce.

Niby 1,60 zł to nie jakiś majątek, ale nie widzę powodu, żebym przepłacała za towar ponad 65%. Jakbym chciała zapłacić 2 zeta za sztukę, to bym sobie wzięła kiwi gold.
Te za 1,20 zł spełniły moje smakowe oczekiwania.

 

* Zawsze byłam pod wrażeniem rozróżniania typów bułek i pieczywa, bo ja rozróżniam tylko 3 rodzaje (kajzerka, sznytka i chałeczka) i jak zdarzało mi się kupować pieczywo, to rezygnowałam z kasy samoobsługowej, bo to zawsze więcej zachodu niż oszczędzonego czasu. Te kasy zawsze się na tym cholernym pieczywie zacinają. Zawsze.