genów nie oszukasz

Zauważyłam, że upodabniam się do matki w zakresie odbierania telefonów tzn. nie odbieram ich. Jak dzwonię do rodzicielki to zakładam, że muszę odczekać jakieś 7-8 sygnałów, zanim zorientuje się, że to jej telefon dzwoni, a potem jeszcze go zlokalizuje. To i tak nie daje gwarancji, że odbierze. Zazwyczaj oddzwania po 2 minutach.
Ja poszłam nawet krok dalej. W ogóle nie słyszę, że telefon dzwoni, bo bardzo często mam wyciszony i schowany w plecaku. Oddzwaniam po 2 godzinach.

Advertisements

dlaczego?

Czy może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego jestem atakowana informacjami, że rudy się żeni? Byłam na kilku ślubach, zazwyczaj jest to raczej nudna ceremonia. Nie obejrzałam filmu ze ślubu na którym byłam świadkową, dlaczego niby ma mnie interesować transmisja ze ślubu jakiegoś gościa, którego nie znam?

komplement

Zazwyczaj jak jestem na diecie lub intensyfikuję treningi/ćwiczenia, po jakimś czasie słyszę, że schudłam lub jakieś warianty tego stwierdzenia. Jest mi bardzo miło, że widać i że znajomi dzielą się ze mną tym, że to widzą. Jak znacie kogoś kto walczy z wagą i wygrywa, to nie wahajcie się go poinformować, że widać efekty, bo to zazwyczaj nie jest łatwa walka. Dodatkowa motywacja zawsze się przyda :)

Dzisiaj od mojego biegającego kolegi usłyszałam coś o wiele lepszego – nabrałaś sylwetki. Biegacz biegacza zrozumie! To jest 50 razy lepsze od standardowego schudłaś. Jako osoba uprawiająca sport, dużo bardziej cenię sobie posiadanie sportowej sylwetki niż bycie szczupłą. Nie osiągnęłam jeszcze ani jednego, ani drugiego, ale chyba idę w dobrym kierunku.

plus

Jedyny plus wczorajszej ulewy jest taki, że nie muszę już prać butów, które w ostatnim czasie zmieniły kolor z czarnego na szary. Największy z minusów to ten, że całe miasto stanęło w korku, a ja razem z nim, bo jednak jakoś musiałam dotrzeć do domu.

była pani szczepiona?

Takie pytanie dostałam od lekarza, który kwalifikował mnie do oddania krwi. Powiem więcej, nawet sprawdził czy mam znamiona po szczepionkach. Zaskoczyło mnie to pytanie, ale nie że negatywnie czy pozytywnie, po prostu zaskoczyło, no bo kto pamięta szczepienia? Ja nie pamiętam. W ogóle mało co pamiętam z dzieciństwa. Wiem natomiast, że szczepiona byłam, bo mam 2 znamiona. Poza tym, w czasach kiedy byłam dzieckiem szczepiło się hurtem i chyba nikt nie brał opcji “nie szczepić” pod uwagę.
Zaczęłam się zastanawiać czy wcześniej też o to pytali, ale nie kojarzę żebym 10 lat temu była pytana o szczepionki. W ostateczności krwi oddać nie mogłam, bo trzeci raz z rzędu miałam podwyższoną temperaturę. Nie to żebym jakoś często miała zrywy w celu oddania krwi (sprawdziłam, że ostatnio skutecznie udało mi się w 2009), ale jak już mi się zdarzy, to organizm mi takiego psikusa robi. Oczywiście wiem jakie są przeciwwskazania, więc jak już jadę, to wtedy, kiedy czuję się dobrze. Okazuje się, że organizm prowadzi dużo wewnętrznej walki, o której nawet nie wiem. Lekarz zalecił odczekać 2 tygodnie i jeszcze raz spróbować.

rozsądek

Czekolada Studentská vs Silna Wola 1:0. W trzeciej godzinie diety :D

No szefowa przyniosła, to przecież nie będę patrzyła jak inni jedzą.
Ale nic to, bo bilans kaloryczny zachowany. Muszę przyznać, że z wiekiem, na szczęście, nabrałam pewnego rozsądku w odchudzaniu, a już szczególnie korzystne było odkrycie BMR i CPN, czyli podstawowego i dobowego zapotrzebowania kalorycznego. O ile kiedyś bardzo ściśle zerowałam ilość słodyczy, to teraz co jakiś czas pozwalam sobie na coś słodkiego bez wyrzutów sumienia, bo wiem jak to zrównoważyć w diecie albo nadrobić aktywnością fizyczną. Pomijam liczenie proporcji białko-węglowodany-cukry, no bo już bez przesady. Nie zagłębiając się w szczegóły, zasada jest prosta: mam przyjąć mniej kalorii niż zużywam, bilans kaloryczny ma być ujemny (minus 200-300 kcal od dobowego zapotrzebowania) przy zachowaniu w miarę zrównoważonej diety.
Moja relacja ze słodyczami jest taka, że po prostu je kocham. Kocham i tyle. Teoria mówiąca o tym, że po dłuższym czasie niejedzenia słodyczy człowiek się odzwyczaja i już nie ma ochoty na nie, zupełnie w moim przypadku się nie sprawdza. Po 4 miesiącach odstawienia bardzo chętnie opierdzielę pudełko ciastek albo czekoladę. Oczywiście, że chciałabym mieć szczupły tyłek, ale to nie powód, żeby rezygnować ze swojej jedynej prawdziwej miłości. Tak więc na diecie też czasami spożywam słodycze.

Drugim elementem rozsądku, który przyszedł z wiekiem, doświadczeniem i po kilku efektach jo-jo, jest nastawienie na tempo pozbywania się tłuszczu. Bez pośpiechu.

Trzecim elementem rozsądku, wynikającym już wyłącznie z doświadczenia, jest świadomość, że zawsze, ale to ZAWSZE przychodzi taki moment, kiedy proces odchudzania się zatrzymuje. Może u innych nie, ale u mnie zawsze. Rozsądek wtedy mówi: no tak, przecież się tego spodziewałaś, zawsze tak jest, trzeba to po prostu przeczekać. No więc spokojnie przeczekuję. Ta wiedza jest bardzo ważna, bo takie zatrzymanie, czasami nawet na cały miesiąc, może być bardzo demotywujące.

Rozsądek to dobra rzecz.

majówka

Tak ogólnie to się opierdzielam, bo taki był plan. Teoretycznie w robocie bym się pewnie nie zatyrała, ale długi urlop mam dopiero pod koniec sierpnia i wyszło mi, że tak długo nie dociągnę bez wolnego. Z natury jestem trochę leniem i nie ma w tym nic złego. Przynajmniej ja nie widzę w tym nic złego. Mimo swojego lenistwa, postanowiłam jednak jakoś wykorzystać tak dużo wolnego czasu i ładną pogodę i wbić się w rytm treningowy. Najtrudniej zawsze mi zacząć. Jak już wejdę w rytm to jakoś z rozpędu lecę, ale najtrudniejszy jest pierwszy tydzień lub dwa, żeby się zmobilizować do w miarę regularnej aktywności. Zawsze jest jakaś wymówka, najczęściej taka, że mi się po robocie nie chce – całkiem dobra moim zdaniem :) Najwygodniejszej wymówki nie miałam, więc trochę poćwiczyłam, trochę pobiegałam, trochę pojeździłam na rowerze. Nieźle jak na mnie. Czas zacząć projekt plaża. To taka robocza nazwa, bo plaży nie lubię, ale wiadomo o co chodzi. Trzeba się ogarnąć. W zeszłym roku też zaczynałam po majówce i zruciłam 12 kg. W tym roku raczej nie będę tyle próbowała, ale nawet nie mam pojęcia jaki mam cel, bo bateria mi się w wadze zużyła. Trochę z premedytacją jej nie wymieniam, bo pierwszy miesiąc chcę zrzucić ile wyjdzie, bez stresu ile mi przez zimę przybyło (po obwodach wychodzi mi, że koło 4 kg), a wiadomo, że przez pierwszy miesiąc najszybciej się chudnie. Sprytnie, co? ;) Najgorsze jest to, że będę musiała wrócić do gotowania i przyrządzania sobie żarcia, a moją pasją jest niegotowanie. No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

brzoza

Właśnie mnie olśniło. Wyjrzałam przez okno i doznałam olśnienia. Ostatnio odebrałam wyniki testów alergicznych i tam wyszło, że jestem uczulona na brzozę i trochę na olchę. Zgadnijcie jakie drzewo rośnie najbliżej mojego okna. Pieprzona brzoza. A teraz zgadnijcie kiedy pyli brzoza. Od połowy kwietnia i to cholernie intensywnie. Niektóre objawy kliniczne to kichanie i wodnisty katar. Wychodzi na to, że to, o co podejrzewałam klimę w robocie, było moją alergią, z której nie zdawałam sobie sprawy. Nie zmienia to faktu, że w pracy mam oszołomowatych klimo-terrorystów ;)

na otro

Wczoraj koleżanka z pracy koło 14 powiedziała, że spotyka się ze znajomymi z którymi kiedyś pracowałyśmy i żebym też przyszła. Nie chciało mi się, ale w sumie nie widzieliśmy się dawno, więc się zapowiedziałam. Niestety do rzeczy do których nie jestem w 100% przekonana mam pamięć złotej rybki i zanim wyszłam z roboty 2 godziny później, już o tym zapomniałam. Na szczęście dostałam przypominającego smsa 40 minut przed spotkaniem, więc spóźniłam się tylko 10 minut.

Rzadko jadam na mieście, ale jak już mi się zdarzy, to bezpiecznie wybieram jakieś kluchy. Tym razem padło na udon ze smażonymi warzywami i krewetkami. Jak wielkie było moje rozczarowanie, jak żarcie okazało się pikantne. Nie jem pikantnego. Nie lubię. Cierpię. Stoczyłam wewnętrzną walkę między fuj pikantne a jestem głodna i głód wygrał. Po dokładnym zbadaniu okazało się, że warzywa są najbardziej pikantne więc wciągnęłam kluchy i krewetki. Oczywiście paszcza i tak mnie piekła, ale nie pozwoliłam kelnerowi zabrać szklanki z lodem po mojito, więc jakoś się schłodziłam. Zimne piwo też trochę pomogło. Dania na otro powinny być zawsze oznaczone w karcie, chociaż przy mojej tolerancji ostrych przypraw, to jedzenie mogło mieć standardową ostrość. Przy okazji okazało się, że nie jestem jakimś wielkim fanem krewetek. Znaczy są ok, ale jak mam specjalnie za nie dopłacać, to spokojnie mogę zjeść kurczaka albo krowę :)

pit

Dzisiaj zdrowy rozsądek, w postaci mojej rodzicielki, zadał mi takie oto pytanie: czy rozliczyłaś PIT? Mam jeszcze 4 dni, więc oczywiście, że nie. Jak zwykle na ostatnią chwilę. Na szczęście możliwość elektronicznego rozliczania weszła już lata temu i teraz zajmuje to jakieś 15 minut, wliczając w to czas na poszukiwanie koperty z PIT-11, która gdzieś leży od 2 miesięcy.