niemożliwość

Była 16.20. Współpracownik wrócił ze spotkania i pyta gdzie szef. Szef siedział w akwarium u prezesa, czyli jakieś 2 metry od nas, za szybką. Kiwnęłam glową w stronę akwarium i mówię, że u prezesa od godziny. “Niemożliwe. Ma mieć spotkanie dopiero o 17”. To było stwierdzenie faktu. Brzmiał tak, jakby to rzeczywiście było absolutnie niemożliwe. No nie, kurwa, rzeczywiscie tam nie siedzi, bo przecież ma tam iść dopiero o 17… No debil ze mnie.

Advertisements

zwarcie

Miałam zwarcie na zwojach. Zdarza się co jakiś czas, na szczęście niezbyt często :)

Oddzwaniał do mnie człowiek, do którego 20 minut wcześniej dzwoniłam, ale z rozbrajającą szczerością oświadczyłam, że nie mam pojęcia co od niego chciałam. No bo nie miałam pojęcia.

Poszłam do innego departamentu, a tam jakaś dziewczyna ucieszyła się na mój widok, zagadując co słychać i takie tam. Z nikim mnie nie pomyliła, bo zawołała mnie po imieniu. Gadałam z laską z 5 minut i za cholerę nie wiem kto to jest. Z twarzy podobna zupełnie do nikogo. Nawet zrobiłam krótki i tajny risercz jak się nazywa, też nie pomogło.

Na koniec jeszcze oblałam się kawą.

W dodatku nadal nie ogarniam, który dzień nowego roku mamy i jaki jest dzień tygodnia. Na szczęście załatwiłam sobie kalendarz na biurko i mam gdzie sprawdzać.

Z rzeczy dziwnych, w kategorii “niesamowite”: nie jem słodyczy od 1 stycznia* i w ogóle mnie do nich nie ciągnie. To jest ostateczny dowód na to, że zwarcie było poważne.

I dlaczego przycisk do publikacji posta jest różowy?! Fuj!

 

* To nie jest postanowienie noworoczne, po prostu przytyłam ;)

plan

Plan był taki, że to będzie leniwa niedziela w domu. I wszystko szło zgodnie z planem do 12, bo wtedy przyszedł sms, w którym znajomy informował, że akurat jest w Warszawie i może kawa. No i 6 godzin jakoś zleciało. Leniwie, ale poza domem. Plany są po to, żeby je zmieniać :)

kujon

Na studiach lub kursach zazwyczaj miałam jakąś kobitkę starszą od reszty grupy, która zawsze była przygotowana i ogarniała naukę. Jak prowadzący zajęcia zadawał pytanie, ona zawsze znała odpowiedź, podczas gdy reszta grupy zastanawiała się, czy my ten materiał w ogóle przerabialiśmy.

Nie spodziewałam się, że taki dzień nastanie, ale właśnie stałam się taką starszą kobitką. Zdecydowanie jestem starsza, bo różnica wieku między mną, a resztą grupy mieści się w przedziale od 10 do 20 lat.

Z jednej strony cieszy mnie, że czas który poświęcam na naukę przynosi efekty. A uczę się naprawdę dużo, dawno tyle nie zakuwałam. Z drugiej strony moja wewnętrzna niechęć do bycia najlepszą* sprawia, że zazwyczaj wstrzymuję się z odpowiedziami na pytania rzucone do całej grupy i odpowiadam dopiero na bezpośrednio zadane pytanie. Co się mają dzieciaki stresować ;)

Szczęśliwie doszłam do takiego etapu w życiu, że uczę się dla siebie i nie muszę nikomu udowadniać co potrafię. Nigdy nie miałam zapędów do rywalizacji, tylko do pewnego etapu edukacji to rodzice mają wymagania wobec dzieci, co jest dla nie całkowicie zrozumiałe. Dzieci po prostu mają się uczyć. To trochę zabawne, że nigdy nie byłam kujonem, aż do teraz.

Kiedyś zastanawiałam się po co te kobitki tak dużo/dobrze się uczą. Teraz już wiem, że uczyły się dla siebie. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.

 

* Nie lubię być ani w ścisłej czołówce, ani na szarym końcu. Najlepiej mi w pierwsze połowie, ale za podium.

urlop

Nie to, że mam. Znaczy ogólnie to mam, nawet kilka dni zaległego, ale teraz nie wykorzystuję. Teraz mam zapierdol w robocie. Ale nie o tym chciałam.

Jak co roku korpo ściga pracownikow, żeby zaplanowali urlop na cały rok. No ale czy ja wiem gdzie i kiedy pojadę? No pojęcia nie mam, ale zaplanować trzeba. Siadłam więc z kolegą z piętra przy porannej kawie i przeglądamy kalendarz, co by się w świętach i długich weekendach rozeznać. Lecieliśmy miesiąc po miesiacu. Ciekawie zapowiada się combo Wielkanoc + majówka. W tym roku czas na odchudzanie jest do 20 czerwca, bo wtedy wypada boskie ciało i kolejny długi weekend. W sierpniu święto wojska/wniebowzięcia (co tam kto obchodzi) też wypada w czwartek.

No i przejrzałam ten rok, a urlopu i tak nie zaplanowałam, bo chwilowo nie mam pomysłu. Znajomi z pomysłu wyjazdowego się wycofali i teraz muszę się zastanowić gdzie bym chciała. W poniedziałek pewnie dostanę maila od szefostwa, że urlop niezaplanowany. Póki co, wyrobię sobie nowy paszport i złożę wniosek o wizę do USA. To całkiem dobry początek :)

koniec

Nie wiem jak u Was, ale u mnie w okolicy świętują koniec roku z każdą strefą czasową. Zaczęli razem z Australią.

W tym roku nawet nie podjęłam próby wkręcenia się na jakąś imprezę sylwestrową. Dwie propozycje domowej posiadówy uprzejmie odrzucilam. Nie jestem pewna czy w ogóle dotrwam do północy. Starość i lenistwo, pogodziłam się już z tym i nawet nie jest mi przykro. Jak mnie ktoś pytał jakie plany na Sylwestra, odpowiadałam klasykiem “Będę grał w grę”.

Postanowienia noworoczne? Raczej nie.

Podsumowanie roku? Był udany. Nadal pracuję, uniknęłam kontuzji i innych chorobowych atrakcji, byłam w Japonii.

Czego Wam życzę na następny rok? Zadowolenia z siebie i z życia oraz zdrowia i kasy. Mówcie co chcecie, ale lepiej kasę mieć, niż nie mieć ;) Może jeszcze żebyście potrafili się cieszyć z małych rzeczy. Mam taką obserwację z kilku ostatnich lat, że niektórzy bardzo ambitnie podchodzą do wszystkiego i pragną osiągać niesamowite sukcesy. Jak nie osiągną czegoś spektakularnego (a jeszcze gorzej, jak ktoś ze znajomych osiągnie) to traktują to jak porażkę. No i nici z radości życia. Cieszcie się z rzeczy małych i drobnych darów losu.

Czego sobie życzę? Kolejnej podróży do Azji, stabilizacji i żeby nie było gorzej. No i zdecydowanie żebym nadal była takim dzieckiem szczęścia, jak do tej pory :)

pleśń

Czy od zjedzenia pleśni się umiera?!

Świąteczny sernik mi się zepsuł, ale zorientowałam się dopiero po zjedzeniu połowy porcji. Coś mi nie pasowało, ale nie wiedziałam co. Okazało się że od spodu zapleśniał. Dokonałam awaryjnego zwrotu i na wszelki wypadek walnęłam dwa drinki dla dezynfekcji. Jest szansa, że jednak przeżyję ;)

koniec

Dobrze, że święta już się skończyły, bo zaczęłam już warczeć na widok rodziny. 3 dni to zdecydowanie za dużo, jak na moje nerwy. Jako człowiek nierodzinny mam ograniczoną tolerancję na takie wielogodzinne spędy.
Może jak ktoś mieszka daleko i widzi rodzinę 3 razy do roku, to zdąży zatęsknić i czuje potrzebę spotkania się – jest to dla mnie całkiem zrozumiałe. Moja rodzina mieszka 20 minut drogi ode mnie i widzimy się średnio co 2 tygodnie, a czasami częściej.

j-wspomnienia

Wczoraj odgrzebałam j-popowe i j-rockowe* piosenki sprzed 10-15 lat. Nie wiem dlaczego tak mnie na nie wzięło, ale okazało się, że to lepsze niż świąteczne piosenki :) Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię świąteczne piosenki i kolędy, ale w tym roku jakoś nie słucham.

Czuję, że te kawałki zostaną ze mną do końca roku, czyli jakiś tydzień. Niektórych z nich na youtubie nie można nawet znaleźć! Między innymi właśnie dlatego to k-pop podbija teraz świat, a nie j-pop. Japońskie wytwórnie są dość mocno skoncentrowane na wewnętrznym rynku. Nawet na spotify dostęp do japońskich artystów jest bardzo ograniczony.

 

* Nie dam sobie nic uciąć czy to jest ten gatunek, bo się nie znam.